Sprawa Ziętary

0
341

Sprawa zniknięcia Jarosława Ziętary, dziennikarza “Gazety Poznańskiej”, miała pozostać niewyjaśniona. Bo zdarzyła się pod koniec tamtego wieku, nie ma zwłok, zabójcy, narzędzia zbrodni, jednego choćby odcisku palca podejrzanych. Bo motyw niejasny. Poległo na niej kilku prokuratorów, policyjne specgrupy, a dziennikarzy historia znużyła.

Wierzyła tylko wąska grupa przyjaciół z Poznania, dziennikarzy skupionych wokół “Gazety Poznańskiej” pod wodzą Krzysztofa Kaźmierczaka. Walczyli, by śledztwo, systematycznie umarzane, wyrzucono z Poznania.

Dziennikarza Jarosława Ziętarę pobito, potem próbowano przekupić. Odmówił, dlatego został zamordowany. Tropy wiodą do ochroniarzy Elektromisu.

Prokuratura twierdzi, że w czerwcu 1992 r. Aleksander G. spotkał się w poznańskiej siedzibie spółki Elektromis z ochroniarzami tej firmy, którzy wcześniej pracowali w milicji i Służbie Bezpieczeństwa. Według prokuratury biznesmen miał namawiać ich do zabójstwa Ziętary, mówiąc, że “trzeba zrobić porządek z tym pismakiem, który wciąż grzebie”. Jego rozmówcy odpowiedzieli, że Ziętara dostał już ostrzeżenie, na co Aleksander G. miał powiedzieć, że “jak nie poskutkowało, to trzeba go skutecznie uciszyć”.

Taką relację złożył w śledztwie świadek, który był uczestnikiem tego spot-kania. Nie powiedział jednak, kto zabił dziennikarza ani gdzie jest jego ciało. Sąd uznał materiał prokuratury za “wysoce uprawdopodobniający fakt, że Aleksander G. dopuścił się zarzucanego czynu”. I aresztował biznesmena na trzy miesiące.

Mężczyzna, na którego zeznaniach opiera się oskarżenie, ma status świadka incognito. Jego zeznania mają potwierdzać “inne źródła”.

Aleksander G. nie przyznaje się do winy i nie składa wyjaśnień. Śledczym miał powiedzieć, że został zatrzymany przed wyborami, bo chciał “wrócić na scenę polityczną”. Uważa, że jego sprawa skończy się tak jak sprawa zabójstwa szefa polskiej policji gen. Marka Papały, czyli uniewinnieniem. Deklaruje, że gdy wyjdzie na wolność, pomoże znaleźć zabójców.

Miał sam poprosić prokuraturę o badanie na wariografie. Urządzenie wykazało, że kłamie, twierdząc, że jest niewinny.

Kim jest Aleksander G.?

Na początku lat 90. ubiegłego wieku Aleksander Gawronik był numerem jeden na liście najbogatszych Polaków. Bywalec salonów i inwestor, twórca pierwszej w Polsce sieci kantorów, zarządca spółki Art-B, importer paliwa z Niemiec. Roczne obroty jego firm sięgały 200 miliardów starych złotych. – Są ludzie, dla których zarabianie jest celem samym w sobie, dla mnie to było sprawdzenie, czy to, co sobie wymyśliłem sprawdzi się – mówi

Po wzlocie nadszedł upadek. Aleksander Gawronik spędził kilka lat w więzieniu za przestępstwa gospodarcze. Został ponownie aresztowany w listopadzie 2014 roku.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ