STOP OSZUSTOM – akcja informacyjna DETEKTYW.UK

0
408

Polacy, wyjeżdżający do pracy na Wyspach, padają ofiarą gangów oferujących pośrednictwo pracy. Taki los spotkał dwóch mieszkańców Łęczycy. Andrzej M. i jego kuzyn Robert postanowili wyjechać na parę miesięcy, by trochę zarobić. W gazecie znaleźli ogłoszenie o pracy w Anglii. – Podano w nim tylko, że to praca na Wyspach i numer komórki – opowiada pan Andrzej. – Telefon odebrał mężczyzna przedstawiający się jako Jan Gorący. Powiedział, że do Anglii zostaniemy bezpłatnie dowiezieni autobusem. Tam podpiszemy umowę.

Pośrednik nie żądał opłaty za swoje usługi, dlatego mężczyźni od razu zdecydowali się na wyjazd. Pojechali do Łodzi, skąd z grupą kilkunastu innych osób zostali przewiezieni do Konina, gdzie czekały już na nich bilety i autobus do Londynu. Grupą zaopiekował się mężczyzna narodowości romskiej, przedstawiający się jako Ricardo.

– W Londynie zaprowadził nas do jakiegoś mieszkania – mówi pan Andrzej. – Był weekend i powiedziano nam, że od poniedziałku będziemy załatwiać formalności związane z pracą. Zostaliśmy zamknięci w mieszkaniu i mieliśmy czekać. Mężczyźni pod kluczem spędzili kilka dni. – W tym czasie głodowaliśmy – dodaje pan Andrzej. – Ricardo donosił nam trochę chleba i puszki. Po tygodniu w końcu pozwolono im wyjść w towarzystwie Ricarda i jego znajomego. – Poszliśmy do urzędu pracy, żeby nas zarejestrować, a potem do banku, by założyć nam konto, na które miała nam być przelewana pensja – wspomina pan Andrzej. – Teraz sam już nie wiem, co podpisywałem. Nie znam angielskiego, a Ricardo i jego znajomy rozmawiali po angielsku, niewiele nam tłumacząc. Obiecali, że papiery zostaną przetłumaczone i w komplecie przesłane do Polski.

Po kilku dniach mieszkańcy Łęczycy usłyszeli, że… mają wracać do domu. – Ricardo powiedział, że jak tylko znajdzie dla nas pracę, zawiozą nas do Londynu – mówi pan Andrzej. – Od tego czasu minęło pięć miesięcy, a telefon milczy. Powoli zapominaliśmy o nieudanym wyjeździe, gdy dowiedzieliśmy się, że na jedną z osób, która podobnie jak my była w Londynie, Ricardo wziął 85 tys. zł kredytu. Teraz ze strachem zaglądam do skrzynki pocztowej – dodaje mieszkaniec Łęczycy. Wielokrotnie, ale bez rezultatu, próbował skontaktować się z osobami, które miały znaleźć mu pracę. Nam również nie udało się skontaktować z pośrednikiem. – Zgłosiłem sprawę do prokuratury – mówi pan Andrzej. – Choć za wyjazd do Londynu nie zapłaciłem ani złotówki, czuję się oszukany. Boję się że na moje nazwisko został lub zostanie wzięty kredyt. Sprawą zajęła się już policja. – Sprawdzamy, czy doszło do przestępstwa – mówi Ryszard Wojciechowski z wydziału kryminalnego łęczyckiej policji. Jak informuje Ambasada RP w Londynie, w tym roku ofiarami polskich Romów w samym Londynie padło co najmniej 50 osób. Oszuści ogłaszają się w małych miejscowościach, na swoje ofiary wybierają osoby nieznające angielskiego. W Anglii zakładają im konta i wyrabiają kartę kredytową, z pełnomocnictwem na siebie. Dokumenty tożsamości uzyskują pod pretekstem rejestracji w brytyjskim MSW i agencji pośrednictwa pracy.

Przestępcy zapewniają ofiarom bilety, pokrywają noclegi w motelach. Dobre traktowanie, kończy się z chwilą przyjazdu na Wyspy. Tam, przetrzymywani i zastraszani, podpisują dokumenty, nie rozumiejąc ich treści. Celem procederu jest tzw. kradzież tożsamości. Posługując się dokumentami swych ofiar przestępcy zaciągają kredyty i inne zobowiązania.

JESLI znasz podobne przypadki – skontaktuj się z PORTALEM www.detektyw.uk

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ