W WIELKIEJ BRYTANII … przepadają jak kamień w wodę.

0
998

Co roku kilkuset Polaków znika na terenie Unii Europejskiej. Nie każdego udaje się odnaleźć.

Fundacja Itaka udostępnia  dane, na terenie Unii Europejskiej zaginęło prawie 300 osób z Polski, z czego 73 w Anglii. Zapoznając się z takimi statystykami, pojawia się pytanie: jak można „zaginąć”?

Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy na zachód jedziemy „na dowód”, mamy dostęp do Internetu i telefonów komórkowych, a wrócić można choćby tanimi liniami za kilkadziesiąt złotych.

Według fundacji Itaka, problemy zaczynają się od źle przygotowanego wyjazdu. Wierzymy, że bez znajomości języka obcego zarobimy kokosy i oddajemy się w ręce nieuczciwych pośredników lub jedziemy „w ciemno”, licząc na łut szczęścia. Na miejscu zostajemy bez pieniędzy i perspektyw, co rodzi kolejne problemy.

– Wielu Polaków, wstydząc się porażki, którą ponieśli za granicą urywa kontakt z rodziną, pada ofiarą handlu ludźmi, łamie prawo. Zdarza się, że stają się bezdomni – tłumaczy Joanna Gogolińska z Itaki.

Wstyd gorszy niż sama bezdomność

Jednak wbrew pozorom sytuacja osób, które znalazły się na ulicy, nie jest aż tak tragiczna. Zwykle to wstyd, żal czy przerażenie nie pozwalają zdesperowanym Polakom realnie ocenić sytuacji, a przecież często istnieją dla nich drogi ratunku. Szczególnie, jeśli wyciągniemy do nich rękę. Jeśli codziennie mijamy bezdomnego, który mówi po polsku, warto zapytać czy nie potrzebuje pomocy. Często takie osoby nawet nie wiedzą, gdzie jest konsulat i co mogą w nim uzyskać, niekiedy poddały się i nie umieją już szukać pomocy.

Czasem wystarczy tylko podać takiej osobie numer do fundacji Itaka lub skontaktować się z jej rodziną, która będzie wdzięczna za jakikolwiek sygnał od krewnego. Osoby zajmujące się pomocą bezdomnym radzą, by pomagać wtedy, gdy możemy umożliwić komuś lepsze życie. A więc warto dawać jedzenie, zatrudnienie (choćby dorywcze) czy kupić bilet lotniczy, ale nie dawać pieniędzy, czy alkoholu, które mogą pogorszyć sytuację.

Sprawdzać pośredników

A jak uchronić się przed kłopotami za granicą? Przede wszystkim, jechać do kraju, którego język zna się co najmniej w stopniu komunikatywnym. Części rodaków Anglia jawi się jako eldorado, w którym praca czeka na każdego, podczas gdy w rzeczywistości konkurencja jest bardzo duża. Zanim więc wybierzemy się do pracy „w ciemno”, warto przypomnieć sobie, jak traktowani są na polskiej ulicy np. Romowie, którzy chcą uzyskać pracę, a nie znają języka i polskich realiów. Jest im bardzo ciężko i nikt nie traktuje ich poważnie – tak samo będzie z Polakiem, który ledwo „duka” w obcym języku swoje imię.

Druga uwaga dotyczy pośredników. Obecnie łatwo jest „prześwietlić” każdą firmę, wystarczy sprawdzić opinie o niej w Internecie, np. na stronie www.pracawunii.fora.pl. Każdy polski pośrednik musi też być zarejestrowany na stronie www.kraz.praca.gov.pl.

Poradnik „Co trzeba wiedzieć, aby bezpiecznie wyjechać do pracy za granicę?” jest dostępny na stronie internetowej www.mpips.gov.pl, a Itaka ma portal bezpiecznapraca.eu, na którym są wszystkie wskazówki potrzebne do bezpiecznego wyjazdu. Dobrze jest też zabezpieczyć sobie finansowo pobyt (np. rezerwacja hostelu na pierwszy tydzień) i powrót, np. poprzez kupno otwartego biletu lotniczego. Przykładowo – w Wizzair można za 40 zł dodatkowej opłaty dowolnie zmieniać datę powrotu.

Koniecznie dajmy też znać rodzinie, dokąd dokładnie wyjeżdżamy i zanotujmy adresy znajomych, a nawet polskich sklepów, parafii czy klubów w okolicy. W przeciwnym razie może nas spotkać los Polaka, który kilka miesięcy temu zamieścił na jednym z portali polonijnych takie ogłoszenie: „Witam, w UK jestem już drugi tydzień, nie mam pracy, mieszkania, przez to nie mam nawet konta w banku, a bez konta nigdzie mnie nie chcą przyjąć. Proszę o pomoc, nie mam gdzie wracać, mam 3 funty, nie mam co jeść i nie wiem co robić, mam 20 lat, podejmę każdą pracę.”

Skontaktują się z rodziną

Dla osób, które wstydzą lub obawiają się skontaktować z rodziną, Itaka ma całodobową infolinię (0801 24 70 70), dzięki której skontaktuje się z krewnymi w naszym imieniu. Powrót do domu z nieudanego wyjazdu bywa traumatycznym doświadczeniem, ale organizacja nie tylko pomaga w samym dostaniu się na miejsce, ale też w adaptacji do polskich warunków.

Ma poradnię psychologiczną, a nawet poradnię dla rodzin, które z powodu zaginięcia krewnego (np. żywiciela rodziny) znalazły się w trudnej sytuacji materialnej. Warto też zapytać napotkanych w Anglii Polaków lub policję o adresy najbliższych organizacji polonijnych. Często klub, parafia czy sklep mogą udzielić choćby doraźnej pomocy. Zapytanie o nią nic nie kosztuje, a samotność na ulicy należy do jednych z bardziej przygnębiających doświadczeń.

A co może zrobić rodzina zaginionego? Ambasada Polski w Londynie radzi na swojej stronie: „W tego rodzaju przypadkach należy zgłosić zaginięcie osoby w najbliższej jednostce policji w Polsce, właściwej zgodnie z ostatnim miejscem pobytu zaginionego. Policja za pośrednictwem Interpolu może podjąć poszukiwania takiej osoby”. Wydział konsularny Ambasady RP w Londynie nie ma możliwości samodzielnego prowadzenia poszukiwań na terytorium Wielkiej Brytanii. Dodatkowe informacje w sprawach osób zaginionych są dostępne pod adresem zaginieni.pl.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ