Życzenie śmierci dla polskiego piłkarza. Internet nie wybacza błędów

0
567

Stawka tego meczu była znacznie wyższa niż zazwyczaj. Arsenal Londyn, by wciąż realnie liczyć się w walce o mistrzostwo Anglii, musiał wygrać z Leicester City. Drużyna, której przed sezonem wróżono spadek, trzymała się mocno do 94. minuty. Wystarczyła jednak chwila, by grający w barwach rewelacyjnego lidera Marcin Wasilewski stał się wrogiem publicznym numer jeden .

Deportacja i śmierć

Do końca spotkania pozostawało już tylko kilkanaście sekund. Wynik 1:1 wydawał się rewelacyjny dla Leicester City, tym bardziej że goście przez ostatnie dwa kwadranse musieli grać w osłabieniu po czerwonej kartce dla Danny’ego Simpsona. Gdy wydawało się, że Lisy zachowają bezpieczną przewagę nad goniącym ich Arsenalem, Marcin Wasilewski sfaulował Nacho Monreala. Mesut Oezil dośrodkował w pole karne, a Danny Welbeck wpakował piłkę do siatki. Po zakończeniu meczu realizator pokazał twarz Wasilewskiego i było widać, że on wziął tę porażkę na siebie. No i się zaczęło…

Życzenie śmierci dla polskiego piłkarza. Internet nie wybacza błędów

Przemysław Langier Redaktor Eurosport.Onet.pl

Obserwuj395

Stawka tego meczu była znacznie wyższa niż zazwyczaj. Arsenal Londyn, by wciąż realnie liczyć się w walce o mistrzostwo Anglii, musiał wygrać z Leicester City. Drużyna, której przed sezonem wróżono spadek, trzymała się mocno do 94. minuty. Wystarczyła jednak chwila, by grający w barwach rewelacyjnego lidera Marcin Wasilewski stał się wrogiem publicznym numer jeden, któremu Twitter życzy wszystkiego co najgorsze.

Deportacja i śmierć

Do końca spotkania pozostawało już tylko kilkanaście sekund. Wynik 1:1 wydawał się rewelacyjny dla Leicester City, tym bardziej że goście przez ostatnie dwa kwadranse musieli grać w osłabieniu po czerwonej kartce dla Danny’ego Simpsona. Gdy wydawało się, że Lisy zachowają bezpieczną przewagę nad goniącym ich Arsenalem, Marcin Wasilewski sfaulował Nacho Monreala. Mesut Oezil dośrodkował w pole karne, a Danny Welbeck wpakował piłkę do siatki. Po zakończeniu meczu realizator pokazał twarz Wasilewskiego i było widać, że on wziął tę porażkę na siebie. No i się zaczęło…

“Przez Wasilewskiego Leicester straci tytuł”, “Ma ch*** zamiast głowy”, “Powinien zostać deportowany za ten błąd”, “Wasilewski, ty c***! Nie zasługujesz, by przeliterować twoje nazwisko poprawnie”, “Cholerni polscy imigranci znów zabrali nam pracę”, “Chcę śmierci Wasilewskiego” – to tylko niektóre hasła, które niemal natychmiast pojawiły się w internecie. Nawet fani Arsenalu postanowili wyśmiać Polaka, ironicznie dziękując mu za pomoc w odniesieniu zwycięstwa. Właśnie dla opisu takich chwil wymyślono termin “hejterstwo”.

– Leicester przegrało przede wszystkim przez Danny’ego Simpsona, który w krótkim odstępie czasu złapał dwie żółte kartki. Tę drugą bardzo nieodpowiedzialnie, bo zupełnie niepotrzebnym faulem. Ale dla kibiców najważniejsze było to, co stało się na koniec, więc wszyscy skupili się na Wasilewskim – mówi w rozmowie z Eurosport.Onet.pl Przemysław Rudzki, dziennikarz “Przeglądu Sportowego” i Canal Plus, który w niedzielę komentował mecz Arsenalu z Leicester. – Marcin do ostatniej minuty grał dobrze. Kilka razy zatrzymał Alexisa Sancheza, mimo że wystąpił na prawej obronie, czyli pozycji, na której rzadko grywa. Tuż przed ostatnim gwizdkiem znalazł się akurat w środkowej strefie, miał ułamki sekund na decyzję i uznał, że najlepiej będzie “skasować” Monreala. Hejt uważam za mocno przesadzony. Trzeba wziąć pod uwagę to, że “Wasyl” niemal w ogóle nie gra. Nagle musi wejść na boisko, gdy drużyna broni się w dziesięciu przeciwko rozpędzonemu rywalowi w kluczowym meczu sezonu. W 94. minucie nie zastanawiasz się nad pewnymi rzeczami. To nie jest tak, jak wydaje się kibicowi siedzącemu przed telewizorem, że piłkarz zaczyna myśleć: och, czy ja mogę w tym momencie faulować, czy jednak nie. To wszystko dzieje się szybko – broni piłkarza Rudzki.

I faktycznie wcześniej bezkompromisowość Wasilewskiego przynosiła Leicester wyłącznie korzyści. Polak kilka razy decydował się na ryzykowne interwencje, którymi zatrzymywał Alexisa Sancheza. Prawdopodobnie, gdyby Lisy wybroniły się po dośrodkowaniu Oezila, faul Wasilewskiego przeszedłby bez echa. Tymczasem możemy przeczytać takie wpisy jak poniżej.

Internetowy hejt na Marcina Wasilewskiego

 

Dobry duch drużyny

Jeszcze przed rokiem Marcin Wasilewski był brany pod uwagę przy powołaniach do reprezentacji Polski. Wprawdzie nie doczekał się na pozytywną weryfikację u Adama Nawałki, ale selekcjoner odwiedził go podczas jednej z wizyt w Londynie. W obecnym sezonie “Wasyl” mocno oddalił się jednak od kadry, tracąc miejsce w podstawowym składzie Leicester. Nikt jednocześnie nie ukrywa, że tej drużynie jest potrzebny.

Wasilewski zawsze miał łatwość do stawania się dobrym duchem każdej szatni. Tak było przez lata gry w reprezentacji, nie inaczej jest w Anglii. Najlepszy strzelec Lisów, Jamie Vardy, zaprosił go niedawno na swoje wesele, a sympatii do Polaka nie kryje też absolutna gwiazda ekipy z King Power Stadium, Riyad Mahrez. Wbrew internetowym ujadaczom, po jego stronie stanie również menedżer Claudio Ranieri.

– Zdarzenie z meczu z Arsenalem w ogóle nie będzie miało znaczenia dla dalszej kariery Wasilewskiego w Leicester. W niedzielę nawet SMS-owaliśmy chwilę i spytałem, czy Claudio Ranieri jest na niego zły, ale odpowiedział, że nie. Trener rozumie takie rzeczy, to, że sporo dzieje się w ferworze walki. Tym bardziej że Leicester było zepchnięte do takiej obrony, że niemal każda decyzja jest krytyczna – mówi Rudzki.

– Marcin jest bardzo odporny psychicznie. Było to zresztą widać w niedzielę, gdy wchodził na boisko. Tam nie było żadnego strachu, mimo stawki i nieciekawej sytuacji. Ja się spodziewam, że Ranieri wystawi Wasilewskiego w podstawowym składzie na mecz z Norwich. Choćby dlatego, by pokazać, że ta drużyna trzyma się razem. Tak było wcześniej i tak będzie teraz. Inni też zaliczali wcześniej wpadki. Mahrez nie wykorzystał dwóch rzutów karnych, które dałyby punkty. A “Wasyl” ma tę przewagę, że w Leicester wszyscy go lubią. Wydaje mi się, że bardziej współczuli mu, że po jego faulu był ten rzut wolny, niż mieli do niego pretensje. Tam jest tak dobra atmosfera, że nie sądzę, by chcieli wieszać na nim psy. To byłoby po prostu głupie – dodaje znający dobrze polskiego obrońcę komentator.

Śmierć za gola

Dzięki internetowi zrodziło się zjawisko hejterstwa, które akurat teraz dotknęło Wasilewskiego. Na szczęście rzadko przenosi się ono do realnego świata, jego zadaniem jest raczej złamanie psychiki atakowanej, najczęściej znanej osoby. Nie zawsze jednak tak było, a groźby śmierci urzeczywistniały się.

Najgłośniejszą sprawą jest ta z 1994 roku, gdy zginął Andres Escobar, kolumbijski piłkarz, który przed śmiercią strzelił na mistrzostwach świata samobójczego gola. Kapitan reprezentacji postanowił pojawić się w Medellin w klubie El Indio Bar. Przez cały wieczór musiał znosić zaczepki i sarkastyczne uśmieszki. I szydzenie z samobójczej bramki sprzed dziesięciu dni. Około 3 w nocy opuścił lokal, a na parkingu spotkał grupkę trzech osób. „I co frajerze?” – miał usłyszeć. Wywiązała się szamotanina. Nagle jeden z napastników wyciągnął pistolet i sześciokrotnie wystrzelił w kierunku Escobara. Każde kolejne pociągnięcie za spust kwitował okrzykiem „gol”, z ekspresją południowoamerykańskich komentatorów sportowych. Gdy piłkarz konał, bandyci odjechali pick-upem. Wezwana przez świadków karetka nie pomogła. Po trzech kwadransach walki o życie Andres Escobar zmarł.

Świadkowie zapamiętali numer rejestracyjny odjeżdżającej Toyoty. Jej właścicielami okazali się bracia Pedro i Juan Gallon, znani narkotykowi dilerzy. Do zbrodni przyznał się jednak ktoś inny – Humberto Castro Munoz, ochroniarz kartelu. Według niektórych źródeł nie jest on jednak prawdziwym zabójcą, a do przyznania się do winy został zmuszony. Sąd skazał go na 43 lata więzienia, by po zaledwie jedenastu wypuścić go na wolność za dobre sprawowanie.

W pogrzebie Andresa Escobara wzięło udział 120 tysięcy osób. Przemówił nawet na nim sam prezydent Cesar Gaviria, zaznaczając, że piłkarz padł ofiarą absurdalnej przemocy. Co roku w rocznicę śmierci na grobie obrońcy pojawiają się liczne kwiaty. Pod filmikiem z samobójczym golem na serwisie YouTube również można znaleźć komentarze, że ta zbrodnia boli Kolumbijczyków do dziś. Gdyby futbol w Kolumbii nie był czymś więcej, niż tylko grą, Escobar mógłby wciąż żyć. – Nasze społeczeństwo uważa, że futbol zabił Andresa – mówił niedługo po tragedii Francisco Maturana, selekcjoner reprezentacji Kolumbii, dodając po chwili najważniejsze słowa. – Ja widzę to inaczej – Andres był piłkarzem, którego zabiło społeczeństwo.

zrodlo – onet.sport

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ